Uchyliłam drzwi i rozejrzałam się wokół. Wnętrze było przytulne, wypełnione ciepłem barw, jak i parujących kubków z napojami. Pomimo dziesiątej wieczorem na zegarku, ludzi wciąż przybywało. Spokojnym krokiem podeszłam do lady i przyjrzałam się wiszącemu nad nią menu.
- Powinnaś koniecznie spróbować tutejszej kawy - płynny angielski napłynął do moich uszu. Odwróciłam się, lekko zlękniona i stanęłam twarzą w twarz z nieznajomym chłopakiem. Jego twarz jednak wydawała się niewiarygodnie znajoma.
- Emmm, nie pijam kawy - niepewność w moim głosie była doskonale słyszalna.
- W takim razie poproszę dwie herbaty z miodem - uśmiechnął się. Nie zauważyłam nawet, że to kolej mojego zamówienia.
- Chyba nie planujesz tu tak stać? - jego głos był niezwykle przyjazny, tak jak i uśmiech, więc niewiele myśląc dałam się poprowadzić do stolika.
- Opowiedz mi coś o sobie.
- Jestem Rozalie - uśmiechnęłam się, na co nieznajomy odpowiedział śmiechem.
- Suho. Wybacz, że się nie przedstawiłem.
Dwa kubki parującej, aromatycznej herbaty stanęły przed nami, jednocześnie z białą kartką papieru i długopisem podsuniętymi przed nos chłopaka.
- Tamta dziewczyna - kelnerka, wskazała obojętnie stolik po drugiej stronie kawiarni. Suho wziął długopis i dał zamaszysty podpis.
- Dziękuję, Elizabeth - podał jej kawałek papieru i szybkim ruchem złapał mnie za rękaw w połowie mojego planu ucieczki. Suho. Suho. Suho. EXO.
- Usiądź, proszę. Nie spróbowałaś jeszcze herbaty - jego spojrzenie dawało mi znak, bym nie zwracała uwagi na to, że jest międzynarodową gwiazdą kpopu.
- Zapomnij na dzisiejszy wieczór o tym co jest poza tym stolikiem - jego ciepły uśmiech naprawdę działał.
Rozmowa ciągnęła się i ciągnęła, przerywana jedynie wybuchami śmiechu. Niczym starzy przyjaciele.
- Chciałbym Cię jeszcze kiedyś zobaczyć. Jutro? Południe? W parku przy fontannach? - jego uśmiech nie pozwolił mi się nie zgodzić, pomimo wykrzykników pośród myśli. Kiwnęłam głową, kiedy znów złapał mnie za rękaw, w połowie drogi do wyjęcia portfela.
- Do zobaczenia, Roz.
. . .
Nadzwyczaj spokojna, ale i niecierpliwa usiadłam na ławce przy fontannach, chwilę przed południem. Park był opustoszały. Praca pochłaniała tu wszystkich. Jedynie kilka nielicznych osób kręciło się alejkami, spacerując z psami. 5 minut po południu, a jedyne co się zmieniło to siedzący na ławce obok chłopak. Myśl o tym, że to co było wczoraj należy do wczoraj z chwili na chwilę coraz bardziej się uwyraźniała.
- Nie ma mowy. Wiesz przecież, że ja nie - mocny głos chłopaka z ławki obok, rozpraszał moje myśli. Przymknęłam powieki i starałam skupić się na ładnej pogodzie, a nie na tym, jak zostałam wystawiona.
- Rozalie? - to nie był głos Suho, kiedy pojawił się nade mną cień. Chłopak z sąsiedniej ławki stał przede mną, chcąc ukryć swoją niepewność. Kiwnęłam głową, jednocześnie nie wiedząc, jak powinnam się zachować.
- Emmm... Jestem Chanyeol, przyjaciel Suho i jakby to powiedzieć... - chłopak błądził wzrokiem po swoich dłoniach - Suho wystawił nas oboje, chcąc umówić nas ze sobą - uniósł spojrzenie, krzyżując je z moim. Mimowolnie roześmiałam się, na co Chanyeol odpowiedział śmiechem. I to był dopiero początek.
*Słoneczko*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz