poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Alone Together part I

Szedłem miarowym krokiem wzdłuż oświetlonego chodnika. W oddali słychać było urywki wesołych rozmów i puszczanej muzyki. Było już po północy, mimo tego i tak wszędzie pałętali się ludzie, którzy udawali się dopiero teraz na imprezy i spotkania ze znajomymi lub właśnie z nich wracali. W niektórych miejscach ulice były zapełnione młodymi ludźmi, którzy chcieli się rozerwać po wyczerpującym tygodniu nauki, czy pracy. Wszystkie bary, paby i restauracje były pootwierane, kusząc grupki znajomych do wydania wszystkich swoich pieniędzy na alkohol, przekąski, czy różnego typu jedzenie. Tak od zawsze wyglądał początek weekendu w moim mieście. Można by spokojnie powiedzieć, że pomimo tak późnej pory i tak nadal tętniło życiem.
Przypatrywałem się zdegustowany przechodzącym obok mnie studentom, którzy coraz to głośniej wykrzykiwali na całe gardło zdania, które nie miały dla mnie najmniejszego sensu. Było widać, że wracali z niezłej imprezy, ponieważ kilku z nich z trudem utrzymywało się na nogach. Wspominali coś o akademiku, o tym, że najwyższy z nich, który miał najwyraźniej na imię Kyuwon, podobno zaliczył dziesięć lasek w ciągu tygodnia i na sam koniec zanim zdążyłem skręcić w inną uliczkę, zaczęli przeklinać wszystkich profesorów i każdą osobę znajdującą się w zasięgu ich wzroku. Przyspieszyłem kroku by jak najszybciej oddalić się od tych godnych pożałowania pijaków. Nie przepadałem za tego typu ludźmi, przysparzali mnie jedynie o ból głowy.
Urodziłem się w bogatej i ułożonej rodzinie, od dziecka miałem wszystko czego zapragnąłem, chodziłem do najlepszych szkół w całym kraju, a moi rodzice byli bardzo ważnymi urzędnikami w radzie miejskiej. Nigdy nie zadawałem sie z ludźmi mniej ważnymi od siebie samego. Nie widziałem w tym żadnego sensu bo po co miałbym sobie brudzić ręce i tracić czas na kogoś kto nie potrafi nic w życiu osiągnąć. Wolałem pozostać w strefie ludzi dobrze wychowanych i dojrzałych, tak jak mnie nauczył mój tata, wpajając mi to do głowy od zawsze.
Znalazłem się w ciemniejszej dzielnicy, która była brzydsza i bardziej ponura niż pozostałe. Budynki rozpadały się od samych fundamentów, niektóre okna nie miały szyb lub potłuczone leżały na ziemi obok. Nikt nie przejmował się śmieciami leżącymi w każdym zakątku, jakby nikt do tej pory nie wynalazł kosza na śmieci. Dzikie psy i koty biegały wzdłuż ścian budynków, ukrywając się przed ludźmi i szukając wśród śmieci potencjalnego jedzenia. Czasami dało się zauważyć nawet szczury, których wielkość była zbliżona do mniejszych kotów. Przeszły mnie drgawki na samą myśl jak wiele zarazków roznoszą i jak wiele szkód mogą wyrządzić. Latarnie były tu rzadkością i oświetlały tylko małe obszary, sprawiając, że wszędzie panował półmrok. Mimo tego i tak zwolniłem kroku, przyglądając się z zaciekawieniem mijającym mnie ludziom, których ubrania były stare i podarte, a brudne twarze niektórych wyglądały jakby nie mieli tu nawet dostępu do czystej wody. Czasami zdarzało się mi zobaczyć kogoś zadbanego i ubranego tak jak ja, jednak byłem przekonany, że to nie jest mieszkaniec z tej okolicy.
W pewnej chwili z moich rozmyśleń wyrwała mnie ręka, która złapała za kołnierzyk mojej koszuli i delikatnie szarpnęła w swoją stronę. Zaskoczony przyjrzałem się jej i skierowałem wzrok na twarz właściciela. Był to młody mężczyzna, możliwe, że o głowę mniejszy ode mnie, który uśmiechał się w moją stronę. Już na pierwszy rzut oka było widać, że to nie uśmiech, a wymuszony grymas, który jednak spokojnie dla większość ludzi mógł wyglądać jak ten prawdziwy. Musiał go już dobrze wyćwiczyć, żeby wyglądał tak naturalnie. Miał blond włosy, które w niektórych miejscach były przydługie i opadały na jego twarz. Mimo tego i tak były dokładnie uczesane i ułożone, sprawiając wrażenie zadbanych. Jego ubiór był prosty, a zarazem dość wyzywający. Miał na sobie znoszoną białą koszulę z rozpiętymi pierwszymi guzikami, ukazując jego bladą skórę na klatce piersiowej, a czarne i obcisłe spodnie uwydatniły jego nogi i uda. Buty miał trochę za duże, a sznurówki w jednym z butów miała inny kolor niż w drugim. Był wychudzony, przez co jego kości policzkowe odstawały od jego twarzy, sprawiając, że wyglądał jeszcze bardziej mizernie. Widać było, że także pod warstwą zwykłego makijażu starał się zakryć swoje cienie pod oczami, co świadczyło o tym, że był do tego przemęczony. Im dłużej przyglądałem się chłopakowi tym bardziej wzbierało się we mnie współczucie. Mój humor natychmiast się pogorszył i spoważniałem, nadal wlepiając w niego swoje oczy.
- Czy ma pan chwilkę? - jego głos był ciepły i trochę zachrypnięty, możliwe, że musiał stać na zimnie już od pewnego czasu, a przy tej temperaturze i w samej koszuli można było się łatwo przeziębić. Dopiero wtedy zrozumiałem o co dokładnie mu chodziło. Moje współczucie natychmiast zamieniło się w obrzydzenie i obojętność. Zrobiłem krok do przodu, chcąc od niego odejść, jednak on zrobił to samo, nadal nie puszczając mojego kołnierzyka. - To naprawdę nie zajmie panu dużo czasu. - jego uśmiech nadal widniał na twarzy. Natomiast jego głos zmienił się drastycznie, zaakcentował każdą sylabę i na koniec oblizał uwodzicielko swoją dolną wargę. Złapałem w końcu jego rękę i odsunąłem ją od siebie.
- Przepraszam ale nie jestem zainteresowany. - powiedziałem chłodnym tonem i znów ruszyłem przed siebie. On nie mógł odpuścić i pospiesznie zrobił to samo.
- Ale mam dla szanownego Pana specjalną okazję ... - przerwał by złapać oddech i postarać się nadążyć, ponieważ przyspieszyłem kroku jeszcze bardziej. - Będzie taniej! - krzyknął w moim kierunku, a ja nawet nie raczyłem się odwrócić - O połowę taniej! - słychać było desperację w jego głosie, widać bardzo mu zależało na pieniądzach, kiedy chciał spuścić cenę, aż tak bardzo. Jednak to i tak było za mało, żebym miał wydać na takie coś pieniądze. Po pewnym czasie jego kroki za mną ucichły, a ja odetchnąłem z ulgą. Zwolniłem i przeszedłem przez resztę dzielnicy, przepychając się przez ludzi zebranych na rozległym placu znajdującym się pomiędzy dwiema bardzo charakterystycznymi i różniącymi się między sobą miejscami. Dzielnicą nędzy i dzielnicą najbogatszych rodów z całego miasta.
***
Pogwizdywałem wesoło wracając z niedzielnego obiadu u mojej ciotki, która mieszkała na drugim końcu miasta. Mogłem wrócić z moimi rodzicami, jednak wolałem pobyć sam i przejść się na spokojnie. Kopnąłem mały kamyk, który wylądował kilka dobrych metrów ode mnie. Kiedy do niego doszedłem powtórzyłem czynność i tak po raz kolejny znalazł się kilka kroków dalej. Zamyśliłem się głęboko, nie zważając na to co dzieje się dookoła. Obiad był udany i zjechała się na niego spora część naszej rodziny. Mój ojciec oczywiście prowadził zacięte dyskusje z wujkiem, co jakiś czas zwracając się do mnie i prosząc o moją opinię na dany temat. Moje zdanie zawsze było ważne dla wszystkich. Jako następca mojego ojca musiałem wykazywać się wielką charyzmą i inteligencją, jednak nigdy mi tego nie brakowało. Dlatego to mnie zawsze proszono o rady, jak jakiegoś mędrca, którego filozofia życia dorównuje Arystotelesowi.
 Moje nogi zaprowadziły mnie znów w to samo miejsce co w piątkowy wieczór. W pierwszej chwili chciałem się cofnąć i przejść inną drogą, ale po szybkich przemyśleniach postanowiłem iść dalej. Chciałem być w domu jak najwcześniej, a to była najszybsza droga. Miałem tylko nadzieje, że na placu nie będzie zbyt wielu ludzi.
Niestety moja prośba nie została wysłuchana, ponieważ po raz kolejny musiałem się przepychać i uderzać przypadkowych ludzi łokciem, żeby zrobić jakikolwiek krok do przodu. Większość klnęła na moje zachowanie i obdarzali mnie morderczym spojrzeniem, jednak ja starałem się nie zwracać na to uwagi i skupić się na wydostaniu się z tego miejsca.
 Kiedy dotarłem do mniej zatłoczonego zakątka usłyszałem znajomy głos. Zerknąłem w jego stronę i zobaczyłem chłopaka, który zmierzał w moim kierunku. Był ubrany w te same spodnie i te same buty, jedynie zmienił białą koszulę na czarną, tym razem zapiętą pod samą szyję. Na jego twarzy było widać fioletową plamkę pod warstwą makijażu, nie rzucała się bardzo w oczy. Jednak po przyjrzeniu się widać było, że to świeży siniak, którego również, tym razem dość skutecznie, próbował zakryć.  Jego oczy wydawały się bardziej zapadnięte niż kiedy go ostatnim razem widziałem, a jego włosy były lekko rozczochrane.
- Może dzisiaj się Pan skusi - pewny siebie podszedł tak blisko, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy, układając usta w ten fałszywy uśmiech. Kiedy nie odpowiedziałem, odsunął się ode mnie i opuścił delikatnie wzrok. - Cena jest taka jak była ostatnio ... - jego głos jakby nagle się załamał i pewność siebie znikła. Mój wzrok mierzył go bezlitośnie od stóp do głów. Przepełniło mnie obrzydzenie i mój wyraz twarzy to doskonale wyrażał. Zmarszczyłem czoło i zrobiłem krok w tył. - może być o połowę mniej - rzekł tym razem pewniej. Podniósł wzrok i znów spojrzał mi w oczy, po czym podszedł i położył dłoń na mojej klatce piersiowej. - Na pewno pan tego nie pożałuje - po raz kolejny obdarował mnie swoim uśmiechem. Kiedy poczułem jego rękę natychmiast ją odtrąciłem i zrobiłem kilka kolejnych kroków w tył. Zanim zdążył zareagować odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w kierunku domu. Niestety chłopak był zbyt uparty i nie dał mi odejść, chwytając mnie za rękaw od płaszcza. Zdenerwowany wyrwałem mu go, co spowodowało, że chłopak przewrócił się na ziemię. Poprawiłem swój płaszcz i spojrzałem na niego drwiąco, a następnie wyruszyłem w dalszą drogę. Nie wiedziałem kiedy się podniósł i czy coś mu się stało. Mało mnie to szczerze obchodziło, ludzie jak on nie są po prostu niczego warci.



~Teonila~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz